Dlaczego jest tak mało polskich startupów?

W czasie dyskusji panelowej w trakcie niedawnego mini Seedcampu został poruszony bardzo ciekawy temat. Mianowicie, dlaczego w Polsce (i ogólnie w Europie) powstaje dużo mniej startupów niż w Ameryce? Czy Polacy (Europejczycy) są mniej skłonni do podejmowania ryzyka niż ich koledzy zza oceanu?

Wszystko przez kredyty mieszkaniowe?

Entering Startup by Dierken

Janek Rychter sugerował, że może to być związane z tym, że bardzo dużo młodych ludzi tuż po studiach bierze kredyt mieszkaniowy. Kiedy trzeba co miesiąc płacić ratę w wysokości kilkuset złotych (więcej w Warszawie), rzucenie dobrze płatnej pracy w dużej firmie w pogoni za jakąś mrzonką (mądrość ludowa głosi, że 9 na 10 startupów plajtuje, a i tak to jest moim zdaniem oszacowanie dolne) może wydawać się szaleństwem...

Wydaje mi się trop zaproponowany przez Janka jest fałszywy. Polacy są jednym z najmniej zadłużonych narodów w Europie. W 2006 r. przeciętne zadłużenie gospodarstwa domowego w naszym kraju wynosiło niecałe 800 euro, podczas gdy w Niemczech około 6100 euro, a w Wielkiej Brytanii ponad 9600 euro. Oczywiście, u nas są inne pensje i koszty życia, ale nie są one aż tak mniejsze. W związku z tym, to właśnie u nas powinno powstawać najwięcej europejskich startupów, co chyba nie jest prawdą.

Amerykanie, szczególnie młodzi, wydają się być w ogóle bardziej zadłużeni od Europejczyków (nie znalazłem szczegółowych danych, ale mam za to całkiem ciekawy artykuł). Co gorsza, nawet jeśli nie chcą kupować domu ani nie korzystają maniakalnie z kart kredytowych, mają inny problem, zupełnie egzotyczny w Europie: bardzo wysokie koszty edukacji i, co się z tym wiąże, konieczność wzięcia kredytu studenckiego. Jak można się dowiedzieć, niemalże dwie trzecie studentów czteroletnich koledży kończy swoją edukację z długami. Dotyczy to absolwentów zarówno publicznych, jak i prywatnych uczelni. Przeciętny dług wynosi nieco ponad 19 tysięcy dolarów, a mediana — od 15 do około 25 tysięcy dolarów, w zależności od rodzaju uczelni. (Oczywiście, istnieje pewien sposób aby mając niebogatych rodziców skończyć dobrą uczelnie. Wiąże się on niestety z koniecznością zagranicznych wojaży i zmiany stylu życia, przynajmniej na kilka lat.)

Mimo to, młodzi Amerykanie zakładają dużo startupów. Dużo więcej niż Europejczycy. Wydaje się zatem, że hipotezę o kredytach duszących przedsiębiorczość możemy odrzucić. Być może nawet istnieje odwrotna korelacja: ludzie skłonni do zaciągania długów (skłonni do ryzyka?) częściej zakładają startupy...

Zatem, jakie są moim zdaniem przyczyny tego, że w Stanach Zjednoczonych jest o tyle więcej startupów?

Dolina Krzemowa

Główny problem z Doliną Krzemową jest taki, że jest ona (niestety) w Stanach, a nie w Europie. O jej fenomenie można by bardzo dużo pisać. Tutaj wspomnę jedynie, że to nie jest coś, co powstało w ciągu kilku lat (pierwsze ośrodki badawcze powstały na początku XX). Obecność jednej z najlepszych uczelni na świecie zapewne też nie jest bez wpływu.

Powstanie czegoś podobnego w Europie nie jest niemożliwe, ale wymagałoby wielu lat pracy i olbrzymich inwestycji. Zapewne koszt i skala takiego przedsięwzięcia byłyby nie do udźwignięcia dla pojedynczego państwa, więc zapewne musiałoby to być wspólne działanie całej Unii Europejskiej.

Słaby dostęp do kapitału

Po drugie, sporej części Europy dotyczy inny, nawet istotniejszy problem. Młodzi ludzie mają dużo słabszy dostęp do kapitału niż ich zachodni koledzu. I nie mam tutaj na myśli kredytów bankowych, funduszy VC, itp. W Polsce na przykład dostęp do tego typu rzeczy jest trudniejszy niż w USA, ale odnoszę wrażenie, że jest to równoważone przez fundusze unijne. Chodzi mi kapitał zalążkowy, ale nie ten wychodzony u różnego autoramentu seed investorów lub aniołów biznesu, lecz ten pochodzący od 3 słynnych F: friends, family and fools.

Kto jest główną grupą, która mogłaby chcieć wesprzeć dzisiejszego dwudziestokilkulatka w zakładaniu startupu? Jego rodzice, wujkowie, ich znajomi. Część z nich to oczywiście będą przedsiębiorcy, ale większość z nich to zapewne będą pracownicy naukowi, lekarze, nauczyciele (piszę to na podstawie tego, co widzę wokół siebie, mogę mieć zaburzony obraz sytuacji)... I przedstawiciele właśnie tych zawodów są zazwyczaj dużo mniej zamożni niż ich zachodni odpowiednicy.

Oczywiście, powyższa hipoteza tłumaczy jedynie małą ilość startupów w Europie Środkowej i Wschodniej. O Brytyjczykach, Belgach albo Francuzach trudno powiedzieć aby brakowało im zgromadzonego od pokoleń kapitału. Być może zatem to inne czynniki zniechęcają ich do przedsiębiorczości. Żywię jednak przekonanie, że mieszkańcy tzw. Nowej Europy pod względem mentalności są bliżsi Amerykanom, i to właśnie trudny dostęp do kapitału stanowi główną barierę dla ich przedsiębiorczości.

A jak Wy myślicie? Dlaczego w Polsce powstaje tak mało starupów?

  • Maciej Pasternacki
    Maciej Pasternacki22-03-09, 18:09

    > Janek Rychter sugerował, że może to być związane z tym, że bardzo dużo *młodych ludzi tuż po studiach* bierze kredyt mieszkaniowy. […] W 2006 r. *przeciętne zadłużenie gospodarstwa domowego* w naszym kraju wynosiło […]

    Kłamstwa, wierutne kłamstwa, statystyka. Jan pisze o konkretnej warstwie społecznej (wiek+wykształcenie, to daje całkiem mały wycinek społeczeństwa); Ty piszesz o przeciętnym zadłużeniu gospodarstwa (czyli średniej po całym społeczeństwie). Jabłka, pomarańcze, porównanie uznano oficjalnie za pomyłkę (bo zakładam, że nie mydlisz celowo oczu czytelnikom).

    Do rzeczy może później, teraz obiad ;)

  • michuk
    michuk22-03-09, 18:18

    Pewność siebie, skłonność do ryzyka, optymizm bez pokrycia -- to cechy Amerykanów, nie Europejczyków, a już tym bardziej nie Polaków.
    Polak 10 razy przemyśli, czy na pewno warto, ogólnie zwykle mniej wierzy we własne możliwości i z uwagi na ogólne warunki życia, stabilność i pewność pracy jest dla niego często priorytetem.

    Nie mamy też wpajane od małego, że w życiu trzeba coś osiągnąć, stać się "kimś". To też wpływa myslę na to, że ludzie rzadziej decydują się u nas robić biznes.

    Nie przeceniałbym raczej dostępu do funduszy -- to oczywiście ważne, ale raczej na którymś tam etapie tworzenia startupu, nie na samym starcie, gdzie zwykle wystarczy dużo samozaparcia i wiary w to, że się uda.

    Ale IMHO i tak jest lepiej niż kilka lat temu. Powstało już w Polsce kilka liczących się na świecie projektów internetowych, chociażby toruński Wikidot.com, a będzie na pewno coraz więcej.

    Moja rada, za Garym Vaynerchukiem to "stop watching f*cking Lost". Czyli -- startup można robić także po pracy i nie trzeba w niego ładować tysięcy dolarów, żeby zaistniał. Zajmuje to dłużej, ale da się (przykłady: OSnews.pl, Filmaster.pl, jakilinux.org :P).

    pozdrawiam,
    Borys Musielak

  • Ryszard Szopa
    Ryszard Szopa22-03-09, 19:22

    @Maciej Pasternacki:

    Jeśli znajdziesz mi dane na temat tego, jak wygląda zadłużenie Polaków ze względu na wiek/wykształcenie (ze szczególnym uwzględnieniem kredytów mieszkaniowych, bo długi za telefon są IMO nieistotne przy podejmowaniu decyzji o zakładaniu startupu), to możesz liczyć na Uścisk Ręki Prezesa. Mi się tych danych nie udało znaleźć. Tym niemniej, przy założeniu, że dla róznych krajów długi się rozkładają mniej więcej tak samo ze względu na wiek (co nie wydaje się jakoś bardzo kontrintuicyjne) można dojść do wniosku, że młody Brytyjczyk jest przeciętnie bardziej zadłużony niż młody Polak.

    @michuk:

    To jak w takim razie wytłumaczysz masowe wyjazdy Polaków do Wielkiej Brytanii i Irlandii, często zupełnie na ślepo, nieraz bez znajomości angielskiego? Jak dla mnie trudno o lepszy przykład "pewności siebie, skłonności do ryzyka, optymizmu bez pokrycia". I tak to jest chyba dość często postrzegane przez ludzi ze Starej Unii.

    BTW dzięki za przypomnienie o tym, że Wikidot jest polski: łatwo o tym zapomnieć ;) To jest dobry przykład polskiego projektu który wydaje się odnosić globalny sukces.

  • matmis
    matmis 22-03-09, 21:19

    Może określcie, choć tak z grubsza, co macie na myśli przez "startup".
    I skąd to, że startupy zakładają (mają zakładać) głównie ludzie młodzi?

  • Maciej Pasternacki
    Maciej Pasternacki22-03-09, 22:48

    Do rzeczy miałem napisać, ale ubiegł mnie michuk; moja teza była podobna (w kulturze&historii USA mamy bardzo silny nacisk na samowystarczalność/wolność; bohaterowie to raczej pionierzy niż Ordonowie; mit „od pucybuta do milionera” też jest dość mocny). Dodam tylko do Twojej odpowiedzi: chyba nie o Polsce, a o Europie chyba była mowa? (co jest zresztą kolejnym gwózdkiem do Twoich statystyk.) Bo porównywanie Polski z USA to trochę nie ta skala…

    Druga rzecz, że sporo ludzi faktycznie coś robiących w USA to imigranci (czyli ludzie już wstępnie mocno przefiltrowani w kwestii aktywności, brania spraw we własne ręce itd). Przeciętny zespół „amerykańskich naukowców” składa się z trzech Hindusów, Chińczyka, Koreańczyka, kogoś z Europy albo z Bliskiego Wschodu, i czasem tylko kogoś, kto faktycznie od kilku pokoleń pochodzi z USA. Wśród startupów być może nie jest to aż tak rażące, ale podejrzewam, że jest podobnie.

    Co do danych: to, że nie ma lepszych, nie zmienia tego, co napisałeś, w jakkolwiek znaczące porównanie. A tekst Twój napisany jest jakby porównanie znaczącym było. Więc wnoszę, że to pomyłka, bo o celowe mydlenie oczu Ciebie nie podejrzewam.

    Dla różnych krajów długi jak najbardziej mogą rozkładać się różnie. W Polsce np. (nie jestem pewien, jak w starej Europie) nie mamy na ten przykład kredytów studenckich w takiej formie jak w USA, gdzie student po opuszczeniu uczelni startuje w życie z pięciocyfrowym zadłużeniem. Różne układy rodzinne i różnice w ogólnym dobrobycie mogą skutkować różnicami w faktycznym zapotrzebowaniu na kredyty na mieszkanie czy samochód (dostałeś samochód od rodziców na osiemnastkę, albo stary samochód rodziców, bo kupili nowy—super, nawet jeśli był na kredyt, to oni są zadłużeni, nie Ty). To dwa przykłady prosto z kapelusza od kompletnego laika, osoba wiedząca cokolwiek na takie tematy pewnie znalazłaby jeszcze sporo więcej.

  • Ryszard Szopa
    Ryszard Szopa22-03-09, 23:05

    @matmis:

    Czy Twój postulat ma sugerować, że termin „startup” został użyty w co najmniej dwóch różnych znaczeniach? ;)

    Co do startupów i młodych ludzi: nie jest to zapewne konieczne, ale chyba tak jest, że w większości wypadków porywają się na takie przedsięwzięcie ludzie młodzi. Po pierwsze, nieco starsi ludzie zazwyczaj mają pewne zobowiązania (rodziny, kredyty, itp.) i przywyczajenia konsumpcyjne (samochód, wakacje, ubrania), które sprawiają, że rzucenie się w wir ciężkiej, wielomiesięcznej pracy która prawdopodobnie nie przyniesie nic oprócz cennych doświadczeń i długów wydaje im się nieco mniej atrakcyjne niż ludziom tuż po studiach. Po drugie, w pewnym wieku praca 12 godzin na dobę i jedzenie zupek chińskich zaczyna się jawić jako mniej atrakcyjne niż przedtem. Po trzecie (w naszym kraju przynajmniej) na podstawie wieku da się dość dobrze przewidzieć jak dana osoba jest obeznana z nowymi technologiami i Internetem, a właśnie w tej dziedzinie powstaje najwięcej startupów (zapewne z powodu dużo niższego kosztu wejścia).

  • michuk
    michuk23-03-09, 00:36

    "To jak w takim razie wytłumaczysz masowe wyjazdy Polaków do Wielkiej Brytanii i Irlandii"

    @Ryszard Szopa: Nie, to się nazywa DESPERACJA. Ludzie, którzy nie mają szans na sensowną pracę w Polsce wyjeżdżają, bo jeśli w rzeszowskim urzędzie jako prawnik zarobią 5 razy mniej niż w londyńskim fastfoodzie, to dla niekórych decyzja jest prosta.

    Osoby wyjeżdżające zagranicę bez planów na przyszłość, to po prostu zupełnie inna grupa niż ta robiąca startupy.

  • matmis
    matmis 23-03-09, 10:04

    dwa główne znaczenia słowa startup to z tego, co czytam:
    a) nowy projekt w internecie (pogląd startups.pl)
    b) nowa firma hi-tech z ambicjami i finansowaniem VC (pogląd VC)

    jeśli chodzi o to a) to w sumie ani to mnie ziębi, ani grzeje, gdzie powstaje takich drobnych eksperymentów mniej, gdzie więcej. Teraz z dotacjami IG 8.1 to już w ogóle.

    Co do ludzi młodych/starych a sprawa startupów - możesz np. mieć pracowników tak młodych, że jeszcze trawią zupki chińskie, a założycieli starszych, nie mówiąc już o inwestorach. W takim układzie "kredyty mieszkaniowe dla młodych małżeństw" to jest non-issue.

    No, ale może ci starsi założyciele z racji wieku prowadzą interesy z wyczuciem, w związku z czym nie wysyłają się na startups.pl i dlatego nie ma ich na naszym radarze?

  • Greg
    Greg 23-03-09, 10:09

    Witam,

    @Ryszard Szopa
    Skłaniałbym się do opinii Macieja Pasternackiego tutaj, w sprawie kredytów mieszkaniowych. Porównujesz "Zachód" z naszym krajem i może nominalnie jesteśmy zadłużeni najmniej to jednak warto wziąć pod uwagę to o mówi Maciej.

    Dalczego: bo na Zachodzie kredyty mieszkaniowe są od dziesiącioleci, a u nas od bardzo bardzo niedawna. Statystyki w obejmują wszyskich obywateli, a przecież to nasze pokolenie bierze dopiero kredyty hipoteczne. Czy duzo znasz osób np 40-50-60 letnich którzy te kilkadziesiąt lat temu brali kredyty mieszkaniowe? Ja nie, bo kiedyś takich kredytów nie było - były spółdzielnie mieszkaniowe i książeszki mieszkaniowe :)

    Tak więc to nasze pokolenie wypełnia w bardzo bardzo dużej części segment zadłuzenia (co potem daje małą średnią po rozłożeniu na wszystkich obywateli, 100 zł moje i 0zł mojej mamy i 0 zł mojej babci = 33zł na osobę :)), bo niestety duża większosć ludzi młodych i wykształconych się w to wpakowała...

    Co do przełożenia się posiadania obciążającego kredytu mieszkaniowego na ilość startupów - bardzo ciekawe założenie! I tak jak teraz o tym myślę to w moim przypadku tak właśnie jest - wpakowałem się w kredyt i muszę mieć miesiąc w miesiąc pewna kwotę, i mimo że mam moim zdaniem bardzo dobry pomysł na startup (kto ich nie ma :) ) to po pewnej fazie początkowej realizacji zawiesiłęm go, bo nie mogę zmienić pracy "ot tak".

    Pozdrawiam serdecznie
    Greg

  • Greg
    Greg 23-03-09, 10:16

    Odniosę się jeszcze do definicji startupu. Wg mnie jest to po prostu "projekt realizowany głównie własnym nakładem pracy i własnym nakładem finansowym". Przynajmniej w początkowej fazie realizacji.

    Na pewno nie mozęmy mówić o startupie w sytuacji gdy OD POCZĄTKU dana firma inwestuje ogromne środni w jakiś projekt internetowy - wówczas jest to po prostu zwykły biznes, zwykłe przedsięwziecie biznesowe.

    Pzodrawiam,
    Greg

  • matmis
    matmis 23-03-09, 10:43

    @Greg. z tą definicją są drobne kłopoty, wg niej pisanie książki jest startupem, a Google nigdy startupem nie był (najpierw uczelnia, potem inwestorzy i VC). Ale ok. Przy tej definicji również nie ma co się przejmować mniejszą liczbą startupów w kraju niż w USA :-)

  • Ryszard Szopa
    Ryszard Szopa23-03-09, 11:12

    @Matmis:
    Zastanawiałem się nad Twoim pytaniem, i doszedłem do wniosku, że jednym z warunków koniecznych (no, prawie-że-koniecznych) do bycia startupem jest ryzyko ponoszone przez założycieli. Jeżeli przedsięwzięcie nie odnosi sukcesu, zostają oni po wielu miesiącach pracy z niczym. Oczywiście, jest to równoważone przez to, że możliwe korzyści ze startupu odnoszącego sukces są dużo większe niż z pracy w najlepszej nawet firmie. (Tym zastrzeżeniem likwiduję z dyskusji spółki-córki utworzone przez spółkę-matkę specjalnie w celu realizacji jakiegoś projektu internetowego.) Co do Google: gdyby wyszukiwarka nie odniosła sukcesu, Larry i Sergey byliby tylko dwoma kolesiami, którzy opóźnili pracę nad doktoratami z powodu jakiejś idée fixe. Zatem, Google było startupem :-)

    Poza tym, utarło się, że startup działa w obszarze związanym z technologią: Internetem, biotechnologią, elektroniką...

    W gruncie rzeczy nie sądzę, abyśmy byli w stanie wymyślić naprawdę dobrą definicję tego, czym jest startup... Tzn. taką, która będzie w miarę elegancka i nie będzie ani zbyt szeroka, ani zbyt wąska. Chyba byłoby sensowniej rozpatrywać jako pewne zjawisko społeczne, swoistą „kulturę startupów”.

  • matmis
    matmis 23-03-09, 13:00

    ok, spoko.

    Do tych czynników ja bym jeszcze dorzucił opłacalność/ryzykowność eksportu usług technologicznych. Mała firma z potencjałem hi-tech ma wybór - opracowywać własny produkt i samemu go sprzedawać, lub podpinać się pod zagraniczne. To drugie jest całkiem wygodne w Polsce, a w Kalifornii już nie tak bardzo.

  • blazej
    blazej 23-03-09, 18:20

    Ja mam kredyt mieszkaniowy, obciążone karty kredytowe, w tym roku ślub (muszę jeszcze uzbierać kasę bo za swoje robimy) a postanowiłem zrealizować start-up (obecnie jesteśmy na etapie beta testów) jak nie wypali to mnie kobita żywcem zje??

    to dla otuchy dla tych co się wahają - weźcie się w garść

    pozdrawiam
    blazej

  • Greg
    Greg 23-03-09, 20:34

    @blazej
    Gratuluję i życzę powodzenia!!!

    Jak widać jest to możliwe, trzeba tylko chcieć :)

    Pozdrawiam,
    Greg

  • Godryk
    Godryk23-03-09, 21:26

    Pierwsza sprawa: polska biurokracja. Urząd Skarbowy, REGON, ZUS - na dzień dobry trzeba się nauczyć wypełniać kilka różnych druczków i to ściśle według zasad, bo inaczej nas skarbówa zje. I dziesięć tysięcy drobiazgowych przepisów.

    Czy jakikolwiek amerykański student musi się zastanawiać, do jakiej kwoty wolno mu obiad z kontrahentem wliczyć w koszta, albo na jak dużą pojemność silnika w samochodzie firmowym może sobie pozwolić? Albo pilnować kontrahenta, żeby mu podstemplował i podpisał korektę faktury VAT? Ba, czy jakikolwiek amerykański przedsiębiorca w ogóle widział na oczy fakturę VAT?

    Zresztą nawet jeśli masz wszystkie kwity w absolutnym porządku, to i tak podczas kontroli musisz dostać karę za cokolwiek - bo inaczej to znaczy, że byłeś źle skontrolowany.

    Druga sprawa - amerykański student z bardzo dobrym pomysłem biznesowym może stosunkowo łatwo pozyskać inwestora w postaci funduszu specjalizującego się w rozkręcaniu początkujących firm - w tym najlepszym okresie, gdy wartość firmy i jej obroty rosną lawinowo. Natomiast gdy firma okrzepnie i przestaje rosnąć tak szybko, inwestor wychodzi z niej i wchodzi w następną.

    U nas takiej możliwości nie ma nie ma. Jeśli juz znajdziesz inwestora, to wchodzi nie tyle z kapitałem, co z własnymi pomysłami. I jeśli mu nie idzie we własnych interesach, to w pierwszej kolejności sprzeda udziały w takim startupie (o ile oczywiście zechce go ktokolwiek kupić).

    W efekcie polskie startupy mają dużo mniejsze pole manewru, niż amerykańskie.

    Trzecia sprawa - owszem, koszty utrzymania. To nie tylko kwestia mieszkania i kredytu. Owszem, to w dużym stopniu też: problemem jest raczej fakt, że rata kredytu czy czynsz za wynajem mieszkania stanowią znaczącą cześć dochodów (30-50%) i trzeba się liczyć z koniecznością zarobienia na nie w okresie, kiedy startup jeszcze nie przynosi zysków.

    Ale dochodzi tu jeszcze koszt prowadzenia firmy. Np. osobistych kontaktów z kontrahentami: dwu-trzykrotnie tańsze w USA paliwo). Albo komunikacji kolejowej w Polsce a lotniczej w USA: przelot wewnętrznymi liniami przez całe Stany kosztuje mniej więcej tyle, co przejazd koleją z jednego końca Polski na drugi - a trwa sporo krócej.

    I czwarta sprawa: perspektywy. Polski rynek jest stosunkowo niewielki, więc trzeba się rozejrzeć za kontrahentami z zagranicy. I w tym punkcie wiele projektów zostaje zarzuconych, bo pomysłodawca boi się, że po wyjściu z usługą w świat ktoś skopiuje ideę, pozyskując kapitał z odpowiedniego funduszu i zatrudniając za grosze Hindusów czy Chińczyków...

    Podsumowując: żeby poprowadzić biznes w Polsce, trzeba sporo więcej wyłożyć na dzień dobry, a perspektywy rozwoju są dużo gorsze. To już lepiej pojechać na zmywak, doszlifować język, złapać pracę w zawodzie i startować z Londynu czy Dublina...

  • Mekk
    Mekk02-04-09, 12:12

    Oczywistość: ludzi używających internet po polsku jest paręset razy mniej, niż ludzi używających internet po angielsku. By sensownie zarobić, polski startup musi strzelać w rynek światowy, nie polski. A to nie tylko - coraz mniejsza - bariera języka, to przede wszystkim konieczność rozumienia czego potrzebują ludzie żyjący w innych niż my warunkach, konieczność szukania możliwości promocji "tam", konieczność przebijania się przez opór użytkowników nieufnie traktujących firmy z wschodniej Europy itd. Reasumując: robiąc polski startup dla Polaków nie zarobisz, bo Polaków jest za mało (a na doczepkę nie płacą w sieci - starsi się boją, młodsi uważają że wszystko im się należy za friko), a robiąc angielski startup dla świata masz serię dodatkowych barier do pokonania.

    Druga rzecz: w Polsce ciągle jest sporo firm informatycznych (takich normalnych, biznesowych) w fazie szybkiego wzrostu, z ssaniem na pracowników. Zbierają one ludzi, którzy w innych warunkach tworzyliby swoje.

    Problemy opisane przez Godryka też są bardzo znaczące.

  • matmis
    matmis 03-04-09, 16:04

    Ja jeszcze dodam, że również nowe firmy informatyczne lubią być "normalne, biznesowe". Znani mi polscy informatycy-programiści, przed 30-tką, którzy niedawno założyli swoje firmy (tj. ponoszą ryzyko jako Prezesi Zarządu, szukają rynków, robią r&d), to pozycjonują się jako "usługi informatyczne" albo "oprogramowanie dla firm", raczej niż "startup".

Skomentuj!