Seedcamp w Warszawie: wrażenia na świeżo
Właśnie wróciliśmy z prezentacji środkowoeuropejskich startupów w ramach Mini Seedcamp Warsaw 2009. Prezentacji było 20 i każda trwała mniej więcej 5 minut (choć niektóre sprawiały wrażenie duuużo dłuższych). Poniżej opisuję cztery które zrobiły na mnie największe wrażenie, zarówno w pozytywnym, jak i negatywnym tego słowa znaczeniu.
myPolitIQ.eu — litewski Netflix dla polityków
Dzięki temu serwisowi politycy zakładają konta i odpowiadają na pytania, a obywatel może dzięki temu odnaleźć polityka do którego ma najbardziej zbliżone poglądy. W Polsce istniała dość podobna inicjatywa, Latarnik Wyborczy, jednak między tymi serwisami jest kilka istotnych różnic. Po pierwsze, Latarnik powstał z okazji wyborów w 2007 roku i od tamtej pory nie był rozwijany (próba zrobienia testu zwraca błąd 500). Po drugie, Latarnik wskazuje jedynie partię polityczną, a myPolitIQ sugeruje konkretną osobę. Wreszcie, pytania i odpowiedzi Latarnika są układane ręcznie, co chyba bardzo mocno odbija się na jakości wyników (w 2007 odnosiłem wrażenie, że jakby się nie odpowiadało na pytania, prawie na pewno wskaże na Demokratów.pl). Nie ukrywajmy: metody sztucznej inteligencji będą bardziej obiektywne od najbardziej nawet starających się ekspertów.
myPolitIQ powstało jako inicjatywa non profit i do tej pory utrzymywała się z funduszy unijnych, jednak autorzy doszli do wniosku, że być może przedsięwzięcie ma szansę na sukces finansowy. Obecnie istnieje wersja litewska i łotewska, niedługo ma się pojawić polska. Trzymam kciuki aby się udało: fajnie by było móc skorzystać z tego narzędzia już w zbliżających się wyborach do Parlamentu Europejskiego.
Player Aware — rekomendacje gier dla zapracowanych trzydziestolatków
Kolejny serwis z rekomendacjami, tym razem dla graczy komputerowych. Przeciętny gracz w USA, wbrew stereotypom, nie jest piętnastolatkiem utrzymywanym przez rodziców, lecz jest trochę po trzydziestce i ma stałą pracę. W związku z tym zapewne raczej nie może sobie pozwolić na uważne śledzenie rynku gier (który jest przecież ogromny) i wiele interesujących go tytułów mu umyka. Player Aware chce rozwiązać ten problem, rekomendując tytuły na podstawie dokonanych ocen.
Duży plus należy się Maćkowi Cieleckiemu za świetnie przygotowaną prezentację: była krótka, do rzeczy, nieprzeładowana informacjami, a jednocześnie przekazywała to, co najważniejsze. Podoba mi się też, że chłopaki celują bezpośrednio w rynek amerykański, nie tracąc czasu na rynek polski (który jest nie dość, że mniejszy, to zapewne dużo trudniejszy). Martwią mnie z kolei dwie rzeczy. Primo, bardzo podobną funkcjonalność zapewnia systemem rekomendacji Amazon.com. Amazon być może nie ma algorytmów specjalnie dostrojonych do gier komputerowych, ale spokojnie to nadrabia olbrzymią masą już zgromadzonych danych. Secundo, serwis taki wydaje się być bardzo prosty do sklonowania. W przypadku pojawienia się konkurencji wygra nie ten, kto ma lepsze algorytmy, a ten komu uda się zgromadzić więcej użytkowników (algorytmy można zawsze poprawić później).
SkryBot — AI pod strzechy?
Zdecydowanie najgorzej przygotowana prezentacja. Prezenter nieoczekiwanie przeszedł na polski, choć miał slajdy po angielsku. Musiało to być niebywale frustrujące dla obecnych na sali nie-Polaków (a było ich całkiem sporo). Z drugiej strony, nie można wykluczyć, że spośród przezentowanych projektów SkryBot jest najciekawszy pod względem technologicznym. Obiecuje mianowicie technologię umożliwiającą szeroko pojęte rozpoznawania mowy w czasie rzeczywistym: od automatycznego generowania napisów do filmów dla osób niedosłyszących do dyktowania komputerowi tekstu. Jeżeli udałoby się te obietnice zrealizować, byłby to znaczący postęp na tym polu, ponieważ obecnie dostępne produkty pozostawiają bardzo dużo do życzenia (głównym problemem jest to, że owo "w czasie rzeczywistym" zazwyczaj znaczy "spóźnione").
Oczywiście, w tej chwili bardzo trudno cokolwiek sensownego o projekcie orzec, ponieważ za mało wiemy o stojącej za tym wszystkim technologii. Prezentacja nic na ten temat nie mówiła, a strona internetowa jest równie nieprzydatna.
Drugim problemem jest brak wizji jak zarobić pieniądze na takim produkcie. Przygotowanie modelu dla jednego języka wymaga nakładów rzędu (ponoć) dwóch milionów złotych, a sprzedaż 20 000 licencji programu po 100 zł w naszym kraju nie wydaje mi się czymś realistycznym. To czy projekt odniesie skuces zależy od dwóch czynników: (a) czy to rzeczywiście działa (b) czy znajdzie się w projekcie osoba, która pokieruje nim od strony biznesowej. Bo bez modelu biznesowego z prawdziwego zdarzenia, bez informatywnej strony internetowej i z takimi wpadkami jak prezentacja po polsku na międzynarodowej konferencji to ja słabo to widzę.
timecamp — nowy koszmar Dilberta
Projekt, który bardzo mi się nie podoba. Ambicją twórców jest stworzenie narzędzia, które umożliwi dokładną analizę czasu spędzonego przy komputerze: coś w rodzaju Google Analytics, tylko dla ludzi. W infografice na stronie głównej widzimy np. wykres słupkowy z czasem poświęconym różnego rodzaju aplikacjom, podzielony na takie kategorie jak Office, Developer Tools, itp. Aplikacja ma działać zupełnie transparentnie, bez konieczności wprowadzania danych przez użytkownika.
Widzę co najmniej kilka problemów w związku z tą aplikacją. Po pierwsze, używanie tego typu programu przez pracodawcę byłoby dość daleko idącym naruszeniem prywatności pracownika.
Po drugie, od autorów bije głębokie niezrozumienie tego, w jaki sposób ludzie rzeczywiście pracują i co sprawia, że ich praca jest wartościowa. Myślenie, że jak ktoś ma wystarczająco długo otwarte okienko odpowiedniego programu to znaczy, że jest produktywny, a jak czyta komiksy, to się leni jest koszmarnie naiwne. Szacowanie, ile pieniędzy można oszczędzić jeśli pracownik spędzi 40 minut dziennie mniej na przeglądaniu Internetu (taki przykład był w prezentacji) jest po prostu głupie. Zupełnie nie bierze pod uwagę tego, jakie owo przejrzenie Reddita ma wpływ na jego samopoczucie i ogólną produktywność pracownika. Autorzy timecampa wydają się zupełnie ślepi na tego typu problemy. Chwalą się, że dzięki ich narzędziu firma będzie mogła "reduce employee misbehaviour and increase productivity".
Wydawałoby się, że w poprzednim akapicie zawarte są praktycznie rzecz biorąc same truizmy. Niestety, obawiam się, że myślenie prezentowane przez autorów timecamp może w przedziwny sposób przemawiać do pewnego gatunku pozbawionych wyobraźni menedżerów, uwiecznionych m.in. w komiksie. Jeśli timecamp odniesie sukces może stać się jednym z najbardziej znienawidzonych w korpoświecie narzędzi.
Cały projekt przypomina mi duchem pomysły typu traktowanie przyrostu linii kodu w repozytorium jako metryki produktywności programisty. Ech... Gdyby to okazało się prawdą, to Szuku powinno mnie na zbity pysk wyrzucić. Od kiedy zacząłem pracę udało się zredukować ilość kodu w naszej aplikacji sieciowej mniej więcej o połowę.
UPDATE: Jak informuje Antyweb, zwycięzcami zostali HumanWay, Joobili, myPolitIQ i Skrybot. Jak widać, dwóch z moich trzech faworytów zyskało uznanie w oczach jurorów. Czy to znaczy, że technologia SkryBota działa? Być może trzeba pójść na afterparty aby się o tym przekonać ;-)
-
18-03-09, 17:52
a jak inne się podobały? np tachografy ?
-
18-03-09, 18:21
A ja bym sobie takiego timecampa z chęcią poużywał na własny użytek, po prostu po to, by mieć kontrolę nad tym, ile czasu na co przeznaczam w ciągu dnia. Nawet napisałem sobie takie narzędzie (shameless plug: http://korpus.pl/~nathell/projects/sn... ).
-
18-03-09, 18:43
heh, na szczęście miałem okazję zobaczyć większość z tych startupów podczas sesji mentorskich i moje wrażenia są mniejwięcej dokładnie przeciwne. moooże odkurzę blogaska i napiszę parę słów
-
18-03-09, 19:05
@ols: dokładnie przeciwne? nie zechciałbyś rozwinąć myśli?
@Daniel: na własny użytek to zupełnie co innego. ale oni to reklamują jako metodę zwiększenia produktywności pracowników - raczej nie mam złudzeń odnośnie do tego jak wyniki timecampa będą interpretowane.
-
18-03-09, 19:31
„metody sztucznej inteligencji będą bardziej obiektywne od najbardziej nawet starających się ekspertów.”
Każdy automat można oszukać, zwłaszcza jak się ma motywację. Nie wiem, co gorsze: pytania ułożone przez „ekspertów”, czy politycy próbujący się pozycjonować w automacie.
-
18-03-09, 20:13
@Maciek:
Możliwość hackowania myPolitIQ przez polityków to jedna z pierwszych rzeczy, która przyszła mi do głowy ;-) Rokas Salasevicius zapytany o to wspomniał o innych źródłach danych do tworzenia profilu użytkownika, np. dane z głosowań parlamentarnych itp.
Osobiście wolę już polityka, który się pozycjonuje (i tak chyba muszą to robić cały czas IRL) niż grupę "niezależnych ekspertów" pozycjonujących na chama pewną konkretną partię polityczną. Poza tym, zhackowanie algorytmu już samo w sobie może świadczyć o tym, że ktoś nie jest skończonym kretynem, co u mnie już daje politykowi punkty na wstępie ;-) (to tylko półzartem...)
Inny, poważniejszy problem IMO to jest to, że tendencja do odpowiadania w taki a nie inny sposób na pewne pytania to tylko część tego, co skłania nas do popierania jakiegoś polityka. Reszta to takie a nie inne zachowanie, skłonność do takiej a nie innej reakcji na pewne bodźce, wygląd (istotne w przypadku polityki zagraicznej), sposób zachowania, itp. Powszechne korzystanie z narzędzi typu myPolitIQ mogłoby nas tej „reszty” (moim zdaniem istotnej) pozbawić...
-
18-03-09, 20:23
Witam,
Co do timecamp, to są już takie rozwiązania, chociażby rescuetime.com, którego używałem kiedyś do własnych celów. Naprawdę można się dowiedzieć ile marnujemy czasu na "surfowanie" - ja byłem zszokowany :)
Poza tym - pamiętaj, że to tylko narzędzie do monitorowania. To, jak wykorzystają te dane pracodawcy i co z tym zrobią to już inna sprawa, może nie wszyscy myślą tak, że im więcej pracy tym lepiej :) (zresztą i tak niektóre firmy już teraz wykorzystują podobne systemy do monitorowania)
Aha - i nie zgodziłbym się z Twoja tezą że "używanie tego typu programu przez pracodawcę byłoby dość daleko idącym naruszeniem prywatności pracownika" - firma, biurko, komputer, maile itp rzeczy firmowe należą do pracodawcy i może zrobić z nimi co chce. I może z punktu prawnego monitorować pracownika w trakcie pracy. Ale na ten temat to już było mnóstwo burzliwych dyskusji w necie - jak Cię interesuje, to można łatwo znaleźć...
Pozdrawiam serdecznie,
GregPS. Jako że jestem tutaj pierwszy raz - gratuluję bloga.
-
19-03-09, 02:09
- SkryBot działa co mogli sprawdzić Mentorzy obecni w pokoju 109.
- Działanie SkryBota można wypróbować wyrażając chęć otrzymania wersji demo SkryBota. Wyślę dane do zalogowania i ściągania.
- Na prezentacji takiej jak w Seedcamp nie ma czasu na gadu gadu o technologii.
- "Normalna" prezentacja zajmuje mi często nawet 2,5 godziny a tu miało być 5 minut.Krótka kołdra sprawiała, że nie mieliśmy czasu na rozwijanie strony nt SkryBota, ale teraz
zdecydowanie się za nią weźmiemy. -
19-03-09, 13:09
@SkryBot:
Powodzenie takiego projektu jak SkryBot zależy przede wszystkim od jakości stojącej za nim technologii: było już kilka firm, które oferowały podobne produkty, ale zupełnie nie spełniały pokładanych w nich oczekiwań. Gdyby prezentacja polegała na tym, że mówisz, że SkryBot to takie coś do rozpoznawania mowy, a potem zaczął mówić do mikrofonu laptopa i tekst by się w miarę bezbłędnie i bez opóźnień pojawiał w vimie albo emacsach, byłoby w porządku. Nie trzeba geniusza merketingu aby zauważyć, że może to sprawić, że za kilka lat klawiatura będzie drogim gadżetem dla programistów ;-)Oczywiście, szczegóły technologii są nieważne, bo mało kto potrafiłby je zrozumieć. Interesujące (z punktu widzenia seedcampu) jest jedynie to, czy (a) czy standardowy sprzęt nie jest za słaby (b) jeśli opiera się na jakichś obliczeniach robionych poza komputerem klienta (czy dobrze słyszałem coś o farmach serwerów?), to jak dobrego łącza wymaga do sensownego działania, czy dobrze się skaluje i czy nie będzie to za drogie.
A demo się bardzo chętnie pobawię. Mój adres e-mail można znaleźć tutaj: http://gryziemy.net/about/#ryszard
-
20-03-09, 17:03
Jako autor prezentacji Timecampa czuję się wywołany do tablicy :)
Nikt nie twierdzi, że Timecamp jest dla wszystkich. Prezentacja trwała 5 minut, więc nie dało się tam powiedzieć wszystkiego. Timecamp sprawdza się doskonale w przypadku większości pracowników biurowych czy np. urzędników. Na sesjach mentoringowych wyraźnie podkreślaliśmy jednak, że NIE JEST to narzędzie ani do pomiaru produktywności programistów, ani grafików, ani żadnych innych twórców, których efektywność nie zależy od czasu spędzonego nad projektem tylko od natchnienia.
Używanie Timecampa nie jest żadną ingerencją w prywatność pracownika. Po pierwsze, zgodnie z polskim prawem pracodawca korzystając z tego typu oprogramowania ma obowiązek powiadomić pracownika o tym, że go kontroluje. Po drugie, gdyby nawet o tym "zapomniał", pracownik sam może to szybko zauważyć (ikonka na pasku). Poza tym, jak słusznie zauważył Greg, miejsce pracy jest własnością pracodawcy i ma on prawo zrobić z tym miejscem co mu się podoba.
Ale jest i inny, zdecydowanie ważniejszy argument. Umowa o pracę wiąże obie strony. Pracodawca zobowiązuje się płacić określoną kwotę za określony czas, który "kupuje" od pracownika oraz możliwość korzystania w tym czasie z jego umiejętności. Nie pozwolić szefowi na kontrolowanie czasu pracy podwładnych, to tak samo jak zabronić tym podwładnym sprawdzania wyciągów bankowych i tego, czy wysokość pensji jest zgodna z umową.
Nikt normalny nie oczekuje od pracownika, że ten będzie przez 8 godzin dziennie non stop skupiony na pracy. Żywi ludzie to nie roboty i muszą złapać oddech, to normalne. Szefowie - jak mówiłem w czasie prezentacji - liczą się z tym, że ich ludzie przeciętnie przez godzinę w ciągu dnia są nieproduktywni. Problem polega na tym, że przeciętnie ten czas wynosi ponad 2 godziny, z czego szefowie nie zdają sobie sprawy. Co więcej, nikt nie mówi, że wina leży wyłącznie po stronie pracowników! Jednym z powodów jest też to, że szefowie dają swoim ludziom za mało obowiązków. Timecamp nie jest automatem do drukowania wypowiedzeń umowy o pracę, tylko narzędziem, dzięki któremu można stwierdzić, czy czas w firmie nie jest marnowany. A jeżeli jest, to z jakiego powodu i jak temu zaradzić. I tyle.
Przy okazji: Daniel - Timecampa do celów prywatnych można używać za darmo, więc jeżeli skorzystasz to prosimy o opinie :)
-
20-03-09, 23:25
Daniel: jak się ma maka to nie trzeba pisać narzędzia -- ja zainstalowałem sobie Slife i miałem z głowy. A potem bardzo szybko go przestałem używać, bo spojrzenie w oczy rzeczywistości okazało się być trudne :-)
-
21-03-09, 18:14
Mi się ten timecamp podoba, w mojej firmie ludzie marnują tyle czasu na czytanie onetu, nk i innych pożeraczy czasu, że jakikolwiek tego typu program by się bardzo przydał.
-
22-03-09, 13:26
@Marek Jankowski:
Wbrew temu co mówisz, Wasza komunikacja merketingowa wydaje się być skierowana przede wszystkim do Pointy-Haired Bossa, który stara się znaleźć bat na programistów (których pracy nie potrafi w inny sposób ocenić, ponieważ nie rozumie, co oni właściwie robią). Sugerują to zarówno infografiki z Developer Tools, jak i slogany typu "reduce employee misbehaviour".
Poza tym, obawiam się, że timecamp może mieć fatalny wpływ na morale pracowników. I nie chodzi już tylko o to, że mogą odnieść wrażenie, że im pracodawca nie ufa itp., a o zamianę motywacji wewnętrznej na zewnętrzną. Wydaje się, że pracowników stara się pracować w miarę porządnie (lub przynajmniej odczuwa wyrzuty sumienia kiedy tak nie robi) nie ponieważ szef im cały czas patrzy przez ramię na monitor, ale ponieważ uważają, że tak się powinno. Wprowadzenie narzędzia typu timecamp może sprawić, że stanie się on głównym motywem pracy, a kiedy go zabraknie (lub uda się go oszukać), wszystko pójdzie w ruinę. (A jeśli pracownicy nie czują moralnego obowiązku porządnej pracy, to imo firma ma bardzo poważny problem, w rozwiązaniu którego timecamp raczej nie pomoże).
-
22-03-09, 17:39
@Jan Rychter: fanboj :-)
-
23-03-09, 10:44
@Ryszard Szopa:
Fakt, komunikacja w tej chwili może jeszcze być myląca, bo strategia marketingowa dopiero się buduje. Ale będziemy nad tym pracować, dzięki za cenne wskazówki :)
Co do motywacji zewnętrznej i wewnętrznej, myślę że z TimeCampem jest podobnie, jak z kamerami monitoringu w centrum miasta - uczciwym ludziom w niczym nie przeszkadzają.
-
23-03-09, 11:18
Analogia z kamerami jest nie do końca trafiona -- trudno uznać, że mój monitor należy do przestrzeni publicznej. Monitoring miejski mi nie przeszkadza, ale kamery w moim mieszkaniu -- zdecydowanie tak.
Co do strategii marketingowej: moje odczucia wobec całej idei nie zmieniają faktu, że PHB jest Waszym idealnym klientem :-) Pozostaje tylko mieć nadzieję, że los oszczędzi nam konieczności pracy PHB-em, a w szczególności: PHB-em, którego zafascynował TimeCamp ;-)
-
24-03-09, 09:56
Nikt nie założy Ci TimeCampa w domu, na prywatnym komputerze - chyba że sam będziesz chciał zapanować nad tym, ile czasu spędzasz produktywnie. Ale monitor w pracy jednak nie jest Twój, tylko Twojego szefa. I za czas, który spędzasz patrząc w ten monitor też płaci szef.
Sformułowanie "koszmar Dilberta" jest błyskotliwe, ale trochę na wyrost. Znając PHB, on kazałby Dilbertowi notować każdą najdrobniejszą czynność na kartce, a później czepiałby się go, że zbyt wiele czasu traci na notowanie ;-)
-
04-04-09, 20:25
Ha, kolejny argument przeciwko timecampowi: "[T]hose who surfed for less than 20 percent of their time at the office were more productive than those who don't by nine percent" http://arstechnica.com/web/news/2009/...
-
15-04-09, 22:28
Nie do końca :) Taką informację można obrócić i w TimeCampie sprawdzać czy pracownicy robią odpowiednią ilość przerw przez co jak pokazały badania będą wtedy wydajniejsi (w tym przypadku monitoring działa na korzyść pracownika i managera). Każde narzędzie można użyć w złym celu, ale jednak warto ich używać, bo po to one są zaprojektowane (takie uogólnienie :])
-
07-05-09, 16:27
Zgadzam się z Kamilem :-) A skoro TimeCamp budzi moralne opory, co powiecie na Visikid (www.visikid.pl)? Ta sama technologia użyta w zupełnie innym celu - do ochrony dzieci. Nawiasem mówiąc taki pomysł podsunęli nam mentorzy na Seedcampie :)