Apple: katastrofa obsługi klienta
Lubimy myśleć, że firmy, które mają kiepską obsługę klienta to te niedobre firmy: Telekomunikacja Polska, Microsoft, Poczta Polska, PKO BP... Niestety, w tym tygodniu przekonałem się, że nic nie wyklucza robienia świetnych produktów i posiadania fatalnego customer support. Choć, trzeba przyznać, owa fatalność ujawnia się w dość subtelny sposób. I ma niewątpliwie związek z tym, że mieszkam w Polsce.
Od jakiegoś czasu jestem zadowolonym posiadaczem iPoda Touch. Aby móc instalować na nim nowe aplikacje niezbędny jest upgrade oprogramowania do wersji 2.2. Płaci się za to €7.99, ale zysk jeśli chodzi o funkcjonalność urządzenia jest ogromny, więc nie ma sensu się nad tym zastanawiać. Swoją drogą kwota ta jest w porównaniu do ceny iPoda bardzo mała. Podejrzewam, że Jabłuszku wcale nie chodzi o to aby na tym zarobić, tylko aby odfiltrować klientów niemających dostępu do karty kredytowej.
Pechowo tak się złożyło, że połączenie WiFi zerwało się w trakcie downloadu, a moja karta kredytowa została obciążona kosztem dwóch upgrade'ów. Zgłosiłem to klikając link Report a problem, a potem o sprawie na jakiś czas zapomniałem. Kiedy jednak po dwóch tygodniach wciąż nie miałem od Apple żadnych wieści nieco się zirytowałem i napisałem mejla do ich supportu.
(Niektórzy znajomi przekonują mnie, że właściwym odruchem byłoby już na samym początku zareklamować transakcję w banku. Jednak sprawa nie jest aż taka prosta: oba upgrade'y były w jednej transakcji, a za jeden z nich jak najbardziej chciałem Apple zapłacić. Co gorsza, wyobrażam sobie, że po wycofaniu transakcji mój iPod zacząłby się dziwnie zachowywać i odkręcanie całej afery mogłoby mnie kosztować dużo więcej nerwów, niż jest to warte. Nie to, żebym podejrzewał Apple o chęć wykorzystania swojej przewagi nade mną O_o.)
W ciągu kilku godzin dostałem mejla z przeprosinami od macniewiasty imieniem Crystal. Tak, w ciągu kilku dni moje €8 (bez centa) znajdą się z powrotem na moim koncie, a Apple (w osobie Crystal) jest strasznie głupio, że tyle czekałem i nikt się mną nie zajął. Dlatego (i to jest clou tej przydługiej notki) Apple, w osobie Crystal, postanowiło mi to jakoś wynagrodzić. Kiedy następnym razem się zaloguję do iTunes, znajdę na swoim koncie kupon umożliwiający ściągnięcie 3 dowolnych piosenek z iTunes (wartość kuponu: około € 3)! Ech... Jest taki angielski idiom, add insult to injury...
Ci z Was, którzy interesują się Apple wiedzą już o co chodzi. Reszcie należy się wyjaśnienie. Otoż, z przyczyn, których Apple nigdy nie wyjaśnił, w polskim iTunes nie ma muzyki. Pewien serwis internetowy określił ten smutny stan rzeczy mianem Apple's Polish joke. Na szczęście, nie jest to do końca trafne, ponieważ dotyczy to również m.in. Czechów, Węgrów, Hindusów i Katarczyków. Jesteśmy w doborowym towarzystwie.
Rzecz jasna, nie omieszkałem wytknąć Crystal, że skorzystanie przeze mnie z zaproponowanej rekompensaty jest niemożliwe z prawnego punktu widzenia. Licencje poszczególnych wersji iTunes explicite zabraniają korzystania z nich spoza danego kraju (w punkcie trzecim). W zamian za to poprosiłem, aby wskazała mi regulacje Apple odnośnie do regionalizacji (co rzuciłoby światło na to, dlaczego w polskim AppStore nie ma np. Google Earth). Niestety, zostałem tylko zbyty kolejną dawką marketspiku. Najwyraźniej zasady regionalizacji są tajne... Ale to jest temat na inną notkę. Tymczasem, pozostaje mi tylko czekać z wykorzystaniem swojego kuponu aż Apple zdecyduje się na udostępnianie piosenek w kraju nad Wisłą...
Generalnie, świetna robota, Crystal! Świetna robota, Apple! Kolejny klient odchodzi przekonany, że jest dla Was klientem drugiej kategorii. Tak jakbym wcześniej miał jakiekolwiek wątpliwości, oczywiście...
-
21-01-09, 03:38
no cóż, to potwierdza moje obawy, że w obliczu kryzysu chyba nieprędko dołączę do grona miłośników Jabłuszek...
-
21-01-09, 10:49
jest takie przykazanie: thou shalt not try apple. mówiłem Ci, Rysiek, mówiłem...